RSS
poniedziałek, 03 września 2007
od żłobka do gimnazjum
Dzieciarnia dziś ruszyła do szkół. Dziś wszyscy wyglądali słodko i grzecznie, potem będzie z tym różnie. Jak widzę młode, nastoletnie dziewczyny to zastanawiam się jakie będą kiedyś moje panny. Bo że będą indywidualistkami to już wiem. Już teraz potrafią mocno zaakcentować swoje zdanie. A poza tym są spod znaku Wagi, a kobiety Wagi rzadko kiedy chcą się wyróżniać, niezależnie czy chodzi o wygląd, zachowanie, tworzenie...W każdym razie jestem skłonna zaakceptować kolczyki w nosie i pępku, dziwny strój i fryzury, dziwną muzę, gorzej pójdzie mi z akceptacją np. tlenioych włosów, różowych tipsów, białych kozaczków i disco polo. Miejmy więc nadzieję, że jednak będą miały dobry gust i styl. I że nie będą notorycznie kląć, kłamać i ćpać. No wiem, wiem, że niby to zależy od nas- Rodziców. Ale czasem jest tak, że mimo najlepszych chęci i najlepszych wzorów coś się w wychowaniu nie udaje. Mam nadzieję, że nie poniosę porażki. Ale muszę się też liczyć z tym, że nie jestem wszechmocna. I że mogę popełnić wiele wychowawczych błędów. Dobrze że jeszcze jest tyle czasu do "trudnego" wieku. Oby ten świat się tak bardzo nie zmianił do czasu gdy Małe Agentki zostaną Małymi Kobietkami.
sobota, 01 września 2007
wrzesień jesień

Wrzesień to mój miesiąc. To znaczy nie zamierzam wysuwa roszczeń co do prawa własności, pobierania z tego tytułu tantiem ani nic z tych rzeczy. Ale od zawsze uwielbiam ten miesiąc. Mimo, że dla jednych to smutna rocznica wybuchu wojny, dla innych przygnębiające coroczne rozpoczynanie roku szkolnego. Dla mnie wrzesień (o ile to pogodny wrzesień) to babie lato, zapach palonych na polach badyli z ziemniaków i innych chwastów, poranne mgły nisko nad ziemią. Czystą rozkoszą jest rowerowa wrześniowa wycieczka po drogach polnych, leśnych i generalnie bocznych. Z Agentkami na rowery na razie się jeszcze nie wybierzemy, trójkołowce planowane dopiero na wiosnę. Ale co się odwlecze...Wrzesień to też wstawanie o 5 rano, aby pójśc na grzyby. W chodzeniu na grzyby najważniejsze jest chodzenie, las, to czy znajdziemy w ogóle jakieś grzyby ma drugorzędne znaczenie. 

We wrześniu w moim życiu zazwyczaj następowały zmiany. Po pierwsze dawno temu się urodziłam (w tym samym dniu urodziła się również Martyna Wojciechowska). Potem, już nie tak dawno poznałam mojego przyszłego męża, wprawdzie wirtualnie bo na żywo to dopiero w październiku. We wrześniu wzięłam ślub, w rocznicę zamachu na World Trade Center. We wrześniu urodziły się Małe Agentki (w tym dniu dwa lata wcześniej skradziono dwa cenne diamenty z Luwru). Zatem czy tego chcę czy nie, wrzesień i ja to jedno.

piątek, 31 sierpnia 2007
R

Kiedyś rozmawiałam sobie z Panem przez telefon, całkiem służbowo, i nagle Pan do mnie mówi:

- A Pani to tak specjalnie używa tylu słów z "r"?

Trochę się zdziwiłam bo nie mogłam zrozumieć czemu specjalniei czemu to temu Panu przeszkadza? Bo fakt faktem,że "r" wymawiam nietypowo (niewiem czy bliżej mi do Tuska, Borowskiego czy Francuzki z pochodzenia) tyle tylko, że zawsze uważałam to za pewnego rodzaju wadę. A tu okazuje się, że może to robić wrażenie. Pozytywne. Więc teraz uważam co mówię chociaż z Panem Zenkiem już dawno nie miałam przyjemności rozmawiać.

Jednakowoż moja pRaca laboRatoRyjna spRawia, że Rozmawiając z bakteRiami, wiRusami i innymi mikRobami, nadeR często tej liteRy używam. PoRuszam się na codzień wśRód pRobówek, wiRówek, eppendoRfów i teRmocykleRów. Robię PCR-y,  elektRofoRezy i inne ekspeRymenty. A w Ramach RozRywki konfeRencje i kuRsy.

W zasadzie to tak ten temat pracy bo zaczynam się troszkę bać. W końcu nie pracowałm od lipaca ubiegłego roku, jak teraz bezboleśnie wskoczyć w swoje dawne utarte miejsca i ścieżki? No i jak poradzić sobie z faktem, że Małe Agentki będą więcej czasu spędzać z Panią Wandą niż ze mną? Mam jeszcze 3 tygodnie aby pozbyć się czarnych wizji i z uśmiechem i odpowiedzialnością wkroczyć w nowy etap- mamy pracującej.

no cóż, pozdRawiam

środa, 29 sierpnia 2007
chorobowy horror

Ciężki czas. Małe Agentki są chore- po raz pierwszy w życiu. Niewiem dla kogo jest to trudniejsze doświadczenie, dla mnie czy dla nich. Wniosek nasuwa się sam: jedno zdrowe dziecko to po prostu plaża i drineczek z parasolką, dwójka zdrowych to może wakacje bardziej ekstremalne- safari plus wejście na Kilimandżaro, jedno chore to jak burza i wichura, które niedawno nawiedziły Kraków, a dwójka chorych to prawdziwe tsunami z gilami do pasa bardziej przerażającymi niż 20 metrowa fala. Dziewczyny nie pozwalają sobie nic wsadzić/wpsikać do nosa, syropki wypluwane są na podłogę z siłą wodospadu, w nocy zanoszą się od kaszlu a w dzień marudzą z niewyspania. A do tego wszystkiego ja ciągle się boję żeby nie rozwinęło się z tego coś poważniejszego.  Więc na zmianę złość, niepokój, zmęczenie, troska...

A na horyzoncie setki nowych problemów. Ale przetrwamy. Jeszcze rok i bedzie lepiej ;-)

piątek, 24 sierpnia 2007
książkowo

ulubione cortazarowskie:

"Jeśli komuś naprawdę na czymś zależy, wszystko się prawidłowo zazębia. Jedyną fałszywą rzeczą jest analiza."

"Absolut- to są chwile, kiedy coś osiąga maksimum swoich wymiarów, swojej głebokości, swojego zasięgu, swojego sensu i staje się kompletnie nieinteresujące."

"A po zrobieniu tego wszystkiego, wstają, kąpią się, talkują, perfumują, czeszą, ubierają i powoli znowu stają się tym czym nie są."

"Jak się nie ma forsy, to wszystko idzie jak kurwie w deszcz."

och, jak brakuje mi popołudniowej herbaty i ksiązki na kolanach...

 

czwartek, 23 sierpnia 2007
o, hapiness

Czy jestem szczęśliwa? poczucie szczęścia to czasem tylko ułamki sekund, nigdy nie jest to stan permamentny. Kiedyś ukułam taką teorię że człowiek szczęśliwy to taki któremu przydarza się więcej sekund szczęścia niż nieszczęścia. Ale czy to można policzyć? Inną sprawą jest to że po każdym wzlocie euforii czy upadku w dół zawsze wracamy do jakiejś linii bazowej. A każdy z nas może mieć tą linię na trochę innej wysokości i trochę inna może być szybkość wzoszenia i opadania. Optymiści zapewne mają swoją linię szczęscia nieco wyżej niż pesymiści. A osoby z dwubiegunową chorobą afektywną pewnie mają bardzo strone wejścia i spadki pomiędzy pikami euforii i depresji. A więc? Jesteście szczęśliwi?

Ja jestem.

Nawet mimo faktu że w tym roku był 14 finał szansy na sukces a ja byłam na pierwszym jako całkiem już dorosła osoba, co wskazuje na to, że teraz jestem już bardzo dorosła  :-)

Szczęścia dwa:

Image Hosted by ImageShack.us

poniedziałek, 20 sierpnia 2007
powroty

Po wakacjach. Przynajmniej po naszych. Trudno się przestawić z domu z ogrodem do bloku i "wychodzenia" na spacer. Droga minęła bezproblemowo, w naszym aucie lecą teraz przeboje typu: Ich bin Schnapi....czy Zuzia lalka nieduża. Te ostatnie to raczej z młodości mamusi i tatusia.

Przez to że długo w domu nie byłam nie mogę się dziś odnaleźć- nie pamiętam co w której szafce...i znowu dopadła mnie chęć posegregowania i uporządkowania tysiąca dupereli które zajmują mi miejsce w szafce i na regale ale kompletnie nie wyobrażam sobie takiej ilości czasu która miałaby mi na to wystarczyć (to musi być zdecydowanie więcej niż 45 minut- mój czas teraz liczy się w jednostkach 45 minutowych dwóch drzemek dziennych). Bo przy takiej segregacji to trzeba wszystko dokładnie obejrzeć, uśmiechnąć się do starych listów, starych zdjęć....Takie porządki dobre są jesienią (czyżbym przy 30-stopniowym upale czuła już jesień?), wtedy można się nostalgicznie oddać temu co było. Właśnie często zdarza mi się wracać do tego co było lub wybiegać ku temu co będzie. czy to świadczy o tym że nie doceniam czasu 'teraz'?

środa, 15 sierpnia 2007
changes

Zastanawiałam się już dawno, co zmieniło we mnie pojawienie się Małych Agentek? No bo to że mniej czasu, mniej snu, więcej roboty i więcej wydawanych pieniędzy to banały, nie o to chodzi. Chodzi o coś takiego nieuchwytnego. I pierwszą rzeczą jaką zaobserwowałam było to, że więcej płaczę...może nawet nie że płaczę, ale że oczy mi wilgotnieją szybko. Ta tak zwana wrażliwość jakby wzrosła. Bo wystaeczy że pokażą w TV jakieś chore dziecko i pstryk- wyłączam bo nie mogę, od razu mokre oczy i gula w żołądku. Jeszcze nic to gdy chodzi o prawdziwe tragedie, w zasadzie taka wrażliwość potrzebna w społeczeństwie. Ale mnie chwyta nawet przy dennych melodramatach! Scena: dzieci na schodach, tatuś z walizkami ładuje się do auta. dzieci wołają- tatusiu nie odchodź! A ja co? Mokre oczy. No kiedyś to było nie do pomyślenia. Aha, i chodzi tylko o dzieci, czasem o zwierzęta, los dorosłych mnie jakoś nie wzrusza. Dziwne.

Wakacje nam się kończą, pora wracać do domu. U dziadków było tyyyyle miejsce do zabawy, trudno będzie teraz pogodzić się z 40 metrami w bloku. W zasadzie moglabym mieszkać w lecie  w domu z ogrodem a w zimie w przytulnym mieszkanku w bloku. Taa...było mi wyjść za multimiliardera i zdobyć wolny zawód, wtedy odpadłyby dwa zasadnicze problemy-pieniądze i codzienne chodzenie do pracy. A propos pracy- tu też koniec laby, we wrześniu czeka mnie wielki powrót, nie byłam w pracy od lipca ubieglego roku, oczywiście nie licząc wizyt towarzyskich.

A tak nam mijają ostatnie dni wakacji:

środa, 25 lipca 2007
kwiaty we włosach

Chciałabym założyć letnią sukienkę. Ładne buty. Spiąć niedbale włosy, przejść się po Rynku, bez celu. Napić kawy. Chciałabym przyciągnąć kilka męskich spojrzeń, może poflirtować. W każdym razie poczuć wolność od rutyny. Przysiąść na brzegu fontanny (może tej przed Diplomat? czterogwiazdkowej?), a może zejść na dół pod most, nad rzekę. Upuścić torebkę, rozpuścić włosy, odpłynąć.

Chciałabym też móc normalnie porozmawiać z drugą osobą. Bo rozmawianie matki (z inną matką lub nawet nie-matką i nie-ojcem) nie jest zwykłym dialogiem. Jest przerywane w najmniej oczekiwanych momentach- nie rusz tego! nie wolno do buzi! zaraz ci zrobię herbatki. co się stało? nóżka (rączka, główka etc.) boli? daj, mamusia pocałuje nic nie będzie...W tym samym czasie matka stara się prowadzić konwersację na poziomie- tak, ta ostatnia książka...a wiesz, te badania na temat...lub nawet na mniejszym poziomie - a słyszałaś że ta K. (M. A. etc.) była ostatnio z tym no wiesz....a teraz takie super przeceny są, wiesz kupiłam tą kieckę w... w zasadzie nieistotne bo każdy temat urywa się lub kończy podaniem herbatki, wytarciem pupy vel nosa...Królestwo za spokojną rozmowę.

A na razie cóż- agentki zaczęły puszczać się mebli, stoją przez chwilę na tych krótkich, trzęsących się nóżkach, dumne że hej. Pewnie jeszcze z parę tygodni i zaczną zasługiwać na miano homo erectus. A mama nawet nie nauczyła się obsługiwać kamery w aparacie żeby uwiecznić ważne chwile choć na dwuminutowym filmie. Coś moje techniczne zdolności wyblakły przez ten okres zupkowo-kupkowy.

środa, 11 lipca 2007
chaos

Mam bardzo malo czasu.

Mało śpię, nie nadązam z wykonywaniem codziennych czynności domowych. Dlatego zaczynam pisać bloga. I może zacznę jeszcze kilka innych rzeczy. Wiadomo bowiem, że im więcej człowiek (kobieta) ma na głowie tym staje się bardziej zorganizowana. Ja podobno jestem zorganizowana, a może bywam.

Kiedyś miałam czerwony zeszyt tzn. czerwone miał okładki. I tam przelewałam z własnej głowy różne treści, zazwyczaj wpisy były baaaardzo długie gdy byłam nieszczęśliwa i niezmiernie krótkie w okresach górnych lotów. Co jest nader zrozumiałe - jak człowiek czuje się szczęśliwy nie ma czasu siedzieć z długopisem i zeszytem na kolanach. Już wiele razy próbowałam dostosować mój kajet do wymogów cywilizacji i przenieść go na ekran ale zawsze coś stawało na drodze. Ale widocznie ten moment nadszedł - gdzieś tak chyłkiem się przedostał...

Czy moje pisanie będzie ciekawe? Nie obiecuję. Pewnie kiedyś się bliżej przedstawię. Ale na pewno przedstawię te dwie- małe agentki, moje córy bliźniaczki. To przez nich to całe zamieszanie z brakiem czasu. Chcą mnie 24 na 24. A ja uciekam czasem bo chcę tez siebie dla siebie. I tak się toczy ta codzienna walka.

one dwie

na trawce

1 ... 51 , 52 , 53
 
| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Locations of visitors to this page