RSS
czwartek, 29 stycznia 2015
za dużo tv

Kiedy można rozpoznać, że dziecko za dużo ogląda telewizji?

Kiedy siostra rozmawiając z siostrą mówi: Klara, przekroczyłaś granicę skandalu!

poniedziałek, 26 stycznia 2015
sypnęło śniegiem

w Krakowie. Pojawił się bałwan pod oknem. Z białej szkoły Młode wróciły z kaszlem, no ale skoro jest świeży śnieg nie da się wysiedzieć w domu. W Kościelisku było fajnie. Poza jedną nocą kiedy Klara nie mogła spać i bała się również wyjść z pokoju (zresztą niewiem w czym miałoby jej to pomóc). Ale pewnie w bezsenności miały udział "straszne historie" jakimi dziewczyny raczyły się przed spaniem. W sumie wszystkie 10 spały w jednym pokoju, więc spore pole do popisu było. Poza atrakcjami w stylu Muzeum Tatrzańskie, przejście z Gubałówki przez Butorowy Wierch do Kościeliska, spacer z Kuźnic na Kalatówki, kulig i zapoznawanie się z pracą psich zaprzęgów były też atrakcje "ośrodkowe" czyli dyskoteka, skecze i kalambury a w międzyczasie udało im się "przerobić" Zaczarowaną zagrodę, wypełnić trochę zeszytu do matmy i zeszytu poszukiwacza skarbów. Było też trochę kłótni i wygłupów np. chłopcy zrobili w pokoju wieżę z wszystkich walizek, na szczęście nie wspinali się na jej czubek.

A w piątek ja mam zapewnić atrakcje w IIa czyli zapraszam całą klasę do labu na spotkanie z bakteriami. Wierzcie lub nie, ale stresuję się bardziej niż zajęciami ze studentami. Przygotowania też zajmują mi więcej czasu. Ale może będzie fajnie.

wtorek, 20 stycznia 2015
samotność

Dzieci w Kościelisku, mąż w Gdańsku, kot na balkonie. Jestem sama! I z jednej strony mnie to cieszy, bo spokój, filmy sobie pooglądam, muzyki posłucham. Ale z drugiej strony tak łyso, smutno i tak jakoś...Na szczęście jutro ćwiczenia w pracy do 19.45. Człowiek to dziwny jest- za dużo zajęć chce spokoju, za dużo spokoju chce żeby się działo. Nie ma jak dogodzić :-)

poniedziałek, 12 stycznia 2015
znajomości i przyjaźnie
Mam ostatnio wrażenie, że lepiej sprawdzają się w moim życiu koleżanki do których nie mam żadnych oczekiwań, takie znajomości na luzie. Jakoś łatwiej się umówić na coś, coś wspólnie zorganizować, pojechać gdzieś czy choćby poplotkować przy kawie lub bez. W sumie spędzam z nimi więcej czasu niż z osobami, które do tej pory nazywałam/odbierałam jako przyjaciółki. Te jak się okazuje nigdy nie mają czasu, trudno się spotkać, coś wspólnie zrobić, razem być. Mimo, że bym chciała. Wypalenie? A może tak jest że z biegiem lat się jednak zmieniamy i już nam nie po drodze?
Nie umiem utrzymywać kontaktów na zasadzie telefonu raz w miesiącu i pogadaniu bla, bla, bla...Nie dotyczy to rzecz jasna osób mieszkających daleko.
A tak z innej beczki- moje dziecko wyraziło chęć udziału w koncercie Violetty. I że niby co....!?
czwartek, 08 stycznia 2015
o panice

Znowu zaczynam wewnętrznie panikować. Wczoraj mój małżonek wybrał się po pracy na narty. Jako że wyciągi w Białce pracują do 22.00 a z Białki do Krakowa jedzie się 1,5h to w okolicach 24.10 przy braku odbierania telefonu przez małżonka miałam już wizję karambolu na zakopiance, jako że droga ta sławę ma złą.  Na szczęście przyjechał - o 24.30.

A za tydzień Młode wyjeżdżają na Białą Szkołę. I mimo, że mają już za sobą dwa samodzielne (w sensie bez rodziców) wyjazdy (trzydniowy i dziesięciodniowy) to jednak wcale to sprawia, że mój lęk w czasie rozłąki maleje. A wręcz przeciwnie- wyobraźnia podsuwa jak zawsze tysiące niepokojących wizji...I cały tydzień każdy obcy numer na wyświetlaczu telefonu będzie powodował przyspieszone bicie serca (i to nic, że doskonale wiem, że gdyby "coś" to nie dzwoniłby obcy numer tylko znany - pani wychowawczyni). To naprawdę niesamowite, że dopóki człowiek nie ma dzieci to tak naprawdę nie zna pojęcia lęku.

o łyżwach

W nawiązaniu do nart i łyżew z poprzedniego postu, przypomniałam sobie, że nie chwaliłam się jeszcze na blogu że chodzę do szkółki łyżwiarskiej. Ćwiczymy tam rybki, wyjazdy, pistolety, bociany i jaskółki. I machamy rękami. Nie macie pojęcia jak ważne w jeździe na łyżwach są ręce. Ciągle albo muszą być uniesione prostopadle do tułowia, i albo przechodzą dołem albo w poprzek, dłoń musi być zawsze zwrócona do lodu i tysiąc innych zasad. A machanie kółek rękami ale nie jednocześnie tylko z przesunięciem robiąc jednocześnie coś tam nogami jest dla mnie nieosiągalne. To coś w stylu klepania się po głowie jedną ręką i jednocześnie masowania po brzuchu drugą ręką. A po ostatniej naszej lekcji na lodowisko wkroczyli hokeiści- tacy fajni, napakowani, z kratami na twarzy...

A żeby nie było te łyżwy to takie marzenie z dzieciństwa. Bo ja bardzo lubiłam oglądać tańce w łyżwiarstwie figurowym i marzyłam, że zostanę taką tancerką na lodzie. Mniej więcej w wieku kiedy dziewczynki marzą o śpiewaniu na scenie czy graniu w filmie...

wtorek, 06 stycznia 2015
zima

Wiele osób nie lubi zimy. Jak się tak zastanowię to też nie lubię zimy. Bo trzeba się ciepło ubierać (te rajty pod spodniami to koszmar), bo skóra sucha i wrażliwa, bo usta spękane i zajady w kącikach, bo kaloryfery wysuszają wszystko wokół, bo z okien nieszczelnych wieje, bo szyby w samochodzie trzeba skrobać, bo kierownica zimna, bo do przedpokoju ciągle się nosi jak nie błoto śniegowe to piasek, itd, itp.

I gdyby cała zima miała się sprowadzać do przemykania szybkim truchtem między domem,  pracą a sklepem czy innymi niezbędnymi w danej chwili miejscami to byłoby mi ciężko.

Ale to że sobie pojadę na jakąś górkę na narty i poczuję to szuranie śniegu pod deskami, to że potem siądę sobie w słońcu na ławeczce z nieziemskim widokiem na Tatry i wypiję gorącą herbatę albo czekoladę z kubka trzymanego w grubej narciarskiej rękawicy, to że na wieczornym lodowisku uda mi się zrobić pistolet czy jaskółkę, to że zachwycę się obsypanym śniegiem świerkiem czy skrzącymi się w słońcu soplami...to jest zima na którą warto czekać i warto ją przeżyć. 

Myślę, że nie dałabym rady mieszkać w miejscu gdzie jest tylko jedna pora roku...Uwielbiam ciepło, zieleń, wodę, prażące słońce może też pod warunkiem, że obserwuję je z cienia ale nie chciałabym mieć tego przez całe 12 miesięcy. Zmienność pogody to jedna z lepszych cech naszego kraju.

niedziela, 04 stycznia 2015
muzyka

Nie pamiętam dokładnie kiedy zaczęłam interesować się muzyką, zespołami...Pewnie jak miałam jakieś 9-10 lat. Pamiętam że oglądałam w Dwójce Wzrockową Listę Przebojów i nawet nagrywałam na magnetofon niektóre piosenki. Oczywiście słuchałam też radia i oczywiście była to Trójka bo tej stacji słuchali rodzice. Nadal zresztą uważam, że to jedyne radio warte słuchania. Pierwszy zespół którego byłam fanką to A-HA i oczywiście Morten Harket. Potem był Europe i byłam w opozycji do tych słuchających Modern Talking. Słuchałam też Limahla, czasem ale rzadko Wham. No a potem to już poszłam całkiem w długowłosych i coraz ostrzej grających. Choć w liceum dorosłam też do Pink Floyd i takich tam...

A teraz obserwować zaczynam pierwsze fascynacje muzyczne Młodych. I jestem przerażona. No bo taka Ewelina Lisowska- nuuuuda. Albo Patty - czy to dobrze jeżeli 8 latka chodzi po domu i śpiewa- zabiłeś tę miłość, zabiłeś nas...? Albo jakieś głupie teledyski z you tuba. Już najlepiej w tym towarzystwie wychodzi Violetta po hiszpańsku i Sia. Ale Sia jest brzydka. tzn. tak stwierdziły Młode. A i jeszcze Shakira. Nie słuchają natomiast żadnych facetów. Hmmmm...dziwne, naprawdę...

piątek, 02 stycznia 2015
sylwestrowo-noworocznie

Kolejny rok się nam zaczął. Za oknem dziś odwilż, a w całym okresie świąteczno-noworocznym przechodziliśmy od pogody jesiennej, deszczowej i wietrznej przez piękną, mroźną, słoneczną zimę do dzisiejszej wiosennej pluchy. Trochę udało nam się pojeździć na nartach, trochę pobyczyliśmy się w hotelu z widokiem na Jaworzynę i ponudziliśmy się we własnym domu. Nowego Roku nie przywitaliśmy tradycyjnie na lodowisku bo po dość upojnym Sylwestrze tak pękały nam głowy (nam-dorosłym), że nie dali rady byśmy nawet dojechać na lodowisko. Sylwester był domowy - sąsiedzi, ich dzieci i ich psy łącznie z nami, naszymi dziećmi i kotem była to mieszanka dość wybuchowa. Ale najpiękniejszy widok stanowili sąsiad T. i sąsiad M. siedzący sobie na kanapie z rozanielonym wzrokiem i głaszczący leżącą pomiędzy nimi brzuchem do góry Pippi z futrem jak owca. Normalnie jak z reklamy domowej, gejowskiej sielanki. Dzieci trochę poszalały a potem spędzały czas jak to na współczesne dzieci przystało z laptopem i telefonami.

Szkoła dopiero 7 więc jeszcze trochę lenistwa zostało. Lenistwa Młodych bo ja pracuję albo chociaż staram się pracować pisząc jakieś sprawozdania i inne nudne rzeczy.

A to widoczek z Jaworzyny:

poniedziałek, 24 listopada 2014
jak jest cisza

Lena czasem sprawia, że człowiek ma wrażenie, że jej nie ma w mieszkaniu. Tzn. jest cicho, spokojnie, Lenka siedzi przy biurku albo na podłodze i się bawi. Sama. Wystarczają jej nożyczki, papier, klej, taśma klejąca i mamy dwie, trzy godziny ciszy. Tylko potem są efekty w postaci nie otwierających się (zaklejonych) drzwiczek do biurka. Lampki obwieszonej papierowymi wycinankami. Mnóstwa ścinków na podłodze. Karteczek, wstążeczek, wycinaneczek, przyklejaneczek, rysuneczków WSZĘDZIE. Dzisiaj nożyczki Leny poradziły sobie z taką miękką piłeczką piankowo-gumową. Części piłeczki są na całej podłodze. Podobno to pokarm dla chomików. Wyobraźnia Lenki jest spora szkoda że nie ogarnia potrzeby sprzątania. 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 53
| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Locations of visitors to this page