RSS
niedziela, 06 września 2015
smrodek

Dzisiaj objechałyśmy dwie stadniny, na razie testujemy, żeby móc się na coś zdecydować. W obu było fajnie, choć inaczej. Ale jedno jest jednakowe niezależnie od miejsca, czy to w Rzeczycy koło Sandomierza, czy w Rzeszotarach czy we Włosani. Wszechogarniający wszystko koński zapaszek. Smrodek inaczej rzecz ujmując. Ja ani na tych koniach nie jeżdżę, ani ich nie czyszczę, a i tak mam wrażenie że po powrocie śmierdzę. A drugi problem to dopiero mnie czeka jesienią i zimą- czekając na nie to chyba zamarznę bo jakoś nikt nie przewidział w stajni kawiarenki z ciepłą herbatą dla oczekujących rodziców. No i niestety ta końska działalność to póki co najdroższa sprawa ze wszystkich dodatkowych zajęć...

sobota, 05 września 2015
samodzielność

Od paru dni dziewczyny same (tzn. z sąsiadkami w podobnym wieku) chodzą na pobliski plac zabaw. A ja nerwowo patrzę na zegarek jak tylko minie wyznaczona godzina powrotu. Na razie tylko raz nie wytrzymałam i poszłam po nie - minęło wprawdzie tylko 3 minuty po czasie ale za to zaczęło się już ściemniać....Póki co (tfu, tfu) one sobie radzą, a ja nie osiwiałam.

powrót rutyny

Powrót do szkoły nastąpił bez większych stresów i emocji. Oczywiście pierwszy tydzień września to dogrywanie planu szkolnego z zajęciami dodatkowymi, obdzwanianie różnych miejsc, stanie w kolejce za kulturą (tak, tak w naszym domu kultury są prl-owskie kolejki) i próby wdrożenia się w odrabianie lekcji. Po pierwszym zadaniu domowym (przygotowanie własnej kartki z przewodnika na temat tego co się zwiedziło w wakacje) przekonałam się, że Młode nigdy nie zapamiętają jak się pisze który, różne i także (te wyrazy według Leny wyglądają tak: ktury, rużne i tagrze). I mam zagwozdkę czy mam trenować, walczyć, wciskać do głowy czy to i tak nic nie da i skończymy w poradni...

Zdecydowanie lepiej idzie dziewczynom w nowej aktywności jaką rozpoczęły czyli jeździe konnej. Słowa typu kłus anglezowany, półsiad, wolta, kantar i ogłowie nie brzmią już obco tylko przyjaźnie. Szukamy teraz stadniny w której a) spodoba się nam b) będę w stanie do niej dojechać w 30 minut c) nie stracę majątku. Ktoś coś?

A poza tym ostatnia część wakacji (ta u babci) tak mnie nastroiła do przesiadywania w domu, że z ciężkim sercem chodzę do pracy. I na pocieszenie muszę sobie ugotować pamułę choć nie umiem tak jak moja mama.

niedziela, 09 sierpnia 2015
wakacje part 2 - obóz Rembów

W tym roku mieliśmy powtórkę z roku ubiegłego- dziewczyny pojechały na ten sam obóz, w tym samym terminie, w tym samym miejscu, z tymi samymi koleżankami. Na parkingu już rezerwowały sobie u pana kierownika ten sam pokój ;-) Zajęcia na obozie rozszerzyły się o kilka wycieczek - dzieciaki były w Kurozwękach w parku Geo w Kielcach i w parku linowym/rozrywki w Krajnie.

A poza tym znowu był sportowy wyciski- 5x konie, 4x rolki, 4x basen, 4x hala sportowa, jezioro, gra terenowa, zawody, a na terenie ośrodka ścianka wspinaczkowa, trampoliny, rowery, wielka piaskownica jak nazywały dziewczyny lessowy wąwóz, taniec, robotyka, układanie koralików...nudzić się nie nudziły i nie było czasu na granie na telefonach, a nawet za bardzo na dzwonienie do mamy.

 

sobota, 08 sierpnia 2015
upał

Na balkonie dziś w cieniu 35 stopni. Nikt chyba nie wygoniłby mnie dziś z domu (w domu 25-26). dziewczyny wróciły z obozu, zadowolone bardzo. Robimy dziś już trzecie pranie, jutro pakujemy się i wyjazd do babci. A na razie nadrabiają dwa tygodnie niewidzenia się z sąsiadkami. Pokój Młodych prawie skończony, jeszcze trzeba obszyć zasłonki, jeszcze planuję kupić im jakieś naklejki na ściany...ale jest dużo ładniej niż było, mimo dwukolorowych ścian ;-) Łóżka pomalowane na biało, nowe rolety, nowe zasłonki, nowe półki na biurkami...Wyrzuciłam też trochę zabawek, część wywieziemy do babci. Reszta mieszkania zostaje do malowania mężowi jak my pojedziemy...Już się cieszy ;-)

sobota, 25 lipca 2015
wakacje 2015 part 1 - Chorwacja Solaris/Galeb

Tradycyjnie wrzucam fotograficzne podsumowanie pierwszej części naszych wakacji. W tym roku odkurzyliśmy namiot i znowu ruszyliśmy na podbój kempingów tym razem w Chorwacji. Pierwszy tydzień to kemping Solaris nieopodal Szybenika. Szybenik i okolice zwiedziliśmy z małżonkiem 11 lat temu w podróży poślubnej więc teraz porównywaliśmy sobie...I albo my się zestarzeliśmy albo Chorwacja ;-) ale 11 lat temu podobało nam się bardziej. Fakt,  że wtedy był wrzesień, pustki wszędzie, dużo bardziej lokalnie i tanio, a my zakochani. Drugi tydzień spędziliśmy w Omisiu, a na zwiedzanie zapuściliśmy się także do Breli i to Brela jest póki co najdalej wysuniętą na południe miejscowością do jakiej dotarliśmy w Chorwacji. Ale coraz bliżej już nam do Dubrownika ;-) W Omisiu nie skorzystaliśmy z atrakcji w stylu rafting po Cetinie albo zjazdy na linach nad Cetiną i po troszę tego żałuję, ale niestety jestem strasznym cykorem i mimo poczucia, że chciałabym to jednak wygrało ale boję się.Pod względem słońca, wody, warunków, jazdy i tak dalej wszystko było jak najbardziej spoko. Niestety zdarzyło się kilka niemiłych (a także kosztownych) incydentów. Największą katastrofą było to że zalałam swojego kochanego Nikona D3300 morską wodą. I żaden serwis nie podejmie się naprawy. Koniec zatem buuuu. Wszystkie zdjęcia jakie zrobiliśmy na wakacjach to zdjęcia z telefonu...I  w niektórych przypadkach różnicy wielkiej nie ma, a w niektórych jest ogromna... Aparat zalałam wodą gdy stałam po kostki w morzu i byłam tak zajęta ustawianiem kadru, że nie zauważył fal. Jedna z fal mnie tak podcięła, ze razem z aparatem wylądowałam pod wodą na kamieniach. Zatem poza stratą aparatu dorobiłam się jeszcze trzech ran i siniaków na nogach. Drugą mało przyjemną atrakcją była dwudniowa gorączka Klary i jej ostry kaszel który trwa do dziś. I ciągłe wahanie pomiędzy pozwolić jej nurkować czy nie, pozwolić na lody czy nie...trochę utrudniało to codzienność. A żeby potwierdzić teorię, że nieszczęścia chodzą parami po otwarciu walizki w domu okazało się że mój czytnik do e-booków ma pęknięty ekran...Kolejnych parę stów do tyłu. Także podsumowując finanse wakacyjne- pobyt na kempingu plus straty to jakby AI w Grecji...Rzecz jasna wiem, ze to tylko rzeczy ale jakoś akurat trafiło na te rzeczy, które sobie cenię i dlatego mi smutno.

 

czwartek, 09 lipca 2015
jak stracić podwyżkę

Dostałam w pracy podwyżkę. Znaczy wszyscy dostali - niby starają się nam wyrównać pensje do jakiś normalnych w naszym kraju...

I co? Poszłam do bankomatu. Niestety jakoś tak zrobiłam to nie po kolei bo najpierw zrobiłam zakupy, dwie siaty, a potem dopiero stwierdziłam, że przecież potrzebna mi kasa na coś tam jeszcze innego i poszłam wypłacić. Postawiłam siaty pod bankomatem, włożyłam kartę, wstukałam dane, zażyczyłam sobie 200 zł, zabrałam kartę, zabrałam siaty i poszłam. Kurde, i ktoś wziął sobie za friko moje 200 zł... Pierwszy raz mi się to zdarzyło. Czy jakbyście zobaczyły w bankomacie nie zabraną kasę to byście wzięły czy poczekały aż bankomat sobie wciągnie z powrotem?

piątek, 03 lipca 2015
miniatury teatralne

Wybrałyśmy się z koleżanką na przedstawienie otwierające tegoroczne  krakowskie miniatury teatralne - "Konie narowiste". Poczułyśmy się trochę jak za dawnych lat bo biletów nie udało nam się kupić i czatowałyśmy godzinę przed spektaklem na wejściówki. A takich czatujących wielu było, oj wielu. No ale udało nam się wejść choć razem nie siedziałyśmy. Spektakl był oparty na pieśniach Wysockiego, których nie znam jakoś szczególnie dobrze, raczej wyrywkowo i w różnych wykonaniach. Ale warto było ze względu na obsadę - rzadko się zdarza zobaczyć tak wielu swoich ulubionych aktorów i piosenkarzy na scenie razem! Śpiewał mój ukochany Kiljan,  Czyżykiewicz, Baka (czy pamiętacie film "Nad rzeką której nie ma" uwielbiałam w nim Bakę), Żmijewski, Barciś, Brykalski. I Panie z których kojarzyłam jedynie Margitę Ślizowską i Beatę Lerach ale również śpiewały ślicznie...

 

Konie narowiste - Czyżykiewicz

środa, 01 lipca 2015
zażalenie

Niestety nie wiem do kogo mogłabym takie zażalenie napisać więc wysmaruję tutaj. W czerwcu mojego małżonka nie było w domu przez 17 dni. Z czego 6 dni to nasze wspólne weekendowe wyjazdy, 4 dni to jego imprezowy wyjazd z pracy i 7 dni to jego wyjazdy w delegacje... czasem trudno to wszystko ogarnąć.

Warszawa da się lubić

Weekend w Warszawie. W Warszawie mieszkałam prawie 6 lat, ale teraz po bagatelka 16 latach, jest ona już zupełnie inna. Nowe wieżowce, nowe ulice, infrastruktura prodzieciowa, której te x lat temu nie było, a nawet jak była to nie zwracałam na takie rzeczy uwagi. Główna różnica jaka się od razu rzuca w oczy między Warszawą a Krakowem to rozmach i odległości. W Krakowie jest tak wszystko "na kupie", jedno na drugiem, wszystko się kisi w swoim sosie. W Warszawie wszystko takie szersze, z przestrzenią, z odległościami. I jedno i drugie może być fajne lub denerwujące, zależnie od sytuacji. Tak czy inaczej zawsze miło być turystą.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 53
| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Locations of visitors to this page