RSS
piątek, 27 stycznia 2012

Mam dziś wolny dzień. Wolny to zbyt szumnie nazwane. Zrobiłam zakupy, byłam obejrzeć szkołę (przyszłą) Młodych, zaraz się biorę za porządki bo słońce świeci i widać dokładniej cały syf w mieszkaniu, a o 14 z minutami pędzimy na balet. Ale i tak mam po raz pierwszy od tygodnia poczucie luzu bo ostatnie dni miałam rozplanowane prawie co do minuty. Niewiem czy to w związku ze starością (ha, ha) czy w związku z czym innym ale moje dni są krótsze od tych co były jeszcze niedawno, tygodnie mijają kosmicznie szybko, a mój kaledarz ma coraz więcej notatek że tu mija jakiś termin, tu jakieś spotkanie, a tu trzeba się nad czymś poważnie skupić. Trudne to wszystko. A jak jeszcze chce się w ten nawał pracy upchnąć towarzyskie spotkania to robi się podwójnie trudno. A ja przecież bez towarzyskich spotkań nie funkcjonuję! We wtorkowy wieczór dzięki koleżance A. udało mi się nawet teatr odwiedzić! Jedynym problem mojej aktywności pracowej i towarzyskiej jest to że mojego męża widuję tylko 10 minut dziennie (on przychodzi, ja wychodzę, ja wracam, on wychodzi). No w weekend jest troszkę lepiej ale i tak nie rozumiem faktu że mamy 27 stycznia a my jeszcze nie byliśmy na nartach w tym roku. A w najbliższym tygodniu trochę mnie pzreraża nadchodzący mróz, tak to jest zima rozpieściła nas jesienną pogodą i teraz normalne zimowe temperatury sprawiają, że strach nos spod kołdry wysunąć. A przecież w nadchodzących dniach czeka mnie gonitwa podobna do tej co była - egzaminy, zaliczenia, badania okresowe, ocena czteroletnia (brrr...straszna sprawa), nie wspominając o stałych punktach programu. Dobra kończę już narzekać bo jak się okazuje potrafię narzekać długo (jak chcę). A tak w ogóle to szkoła (przyszła) Młodych mnie na kolana nie powaliła i dalej nie wiem co tu z nimi robić w przyszłym roku...

poniedziałek, 23 stycznia 2012
wehikuł czasu

Lenko, możesz przynieść mi te skarpety, które zdjęłaś bo nastawiam pranie- wołam z łazienki.

Zaraz ci dam tylko muszę przejść przez tunel czasowy- odpowiada moje dziecko przeczołgując się pod krzesłem w kuchni.

sobota, 21 stycznia 2012
balet

Zdjęcia niestety nie moje - nie mam takich umiejętności i sprzętu :-) Robili je Piotr Werewka i Aleksandra Zapolska. I tak się akurat złożyło, że Lenka częściej pozuje... A Klara się ostatnio chowa nawet przed naszym żuczkiem-aparatem. Żałuję też że nie wiedziałam o tym, że będą robione zdjęcia troszkę wcześniej - Dziewczyny bowiem nie mają swoich białych baletowych rajstopek tylko te same co w przedszkolu bo mi się przebierać ich nie chciało, i włosy mają nie uczesane...ale cóż.

A Klara w ogóle jakoś mało medialna się zrobiła: w piątek powiedziała mi że cieszy się że już jest piątek i występ (z okazji Dnia Babci i Dziadka) bo dzięki temu będzie już szybko po występie a ona przecież baaaardzo nie lubi występować... Natomiast Lena sama zgłosiła się nawet, że powie wierszyk za nieobecną koleżankę i nauczyła się go szybko bezpośrednio przed występem.

niedziela, 15 stycznia 2012
zima nastała

czwartek, 12 stycznia 2012
naukowo

Lekcje angielskiego sprawiają że zastanawiam się czy wszyscy lektorzy języków obcych przechodzą jakieś specjalne kursy pod tytułem "interaktywne zabawy z uczniami podczas lekcji". Dodam, że uczęszczam na kurs dla dorosłych a nie dla gimnazjalistów. Zaczęło się już od pierwszych zajęć (a moze już o tym pisałam? nie chce mi się sprawdzać) czyli od podobno starego i ogranego numeru aczkolwiek ja go nie znałam, że każdy urywa tyle kawałków papieru toaletowego ile zużywa dziennie a potem ile ma kaawałków ma tyle informacji podać na swój temat. Potem były zagadki w stylu who I am a prowadzący wymyślał sobie że jest egzorcystą albo czarnoskórym DJ-em. Był też zagadki na temat co za życia śmierdzi a po śmierci pachnie?Ostatnio mamy zabawy typu oddajcie mi wasze telefony komórkowe i opowiedzcie jak się teraz czujecie, a dzisiaj Rob pozamieniał nam ID cards po czym mieliśmy opowiadać wszystko o tej osobie której dowód do nas trafił. No normalnie czuję się jak w gimnazjum. Ale na szczęście Rob jest fajnym Angolem w przeciwieństwie do Andy'ego który był na początku. I pięknie mówi: masssakrrra.

A poza tym to odrzucili moją publikację w CMI. A już oczami wyobraźni widziałam swój imponujący impact factor. A tak to dalej trzeba się użerać...

No i jeszcze nie dodałam że jestem po rozmowie kwalifikacyjnej na specjalizację przed siedmioosobową komisją. Takich dziwnych pytań dawno nikt mi zadawał. Np. czy uważa Pani że istnieje idealny test? A do mojego małżonka dopiero dziś dotarło że to trwa 5 lat, kosztuje 15 tysięcy a zdawalność jest na poziomie 25%. Stwierdził, że chyba lepiej na tym wyjdziemy jak zainwestujemy w jego motor niż w moje kwalifikacje. Luzik, nie?

czwartek, 05 stycznia 2012
książkowo

W kolejny rok weszliśmy. Dużo obowiązków, dużo pracy przed nami ale myślę, że czas na przyjemności też zawsze się znajdzie. A ja z pewnością będę mieć czas na czytanie bo nie wyobrażam sobie nie czytać. I jak czasem ktoś się dziwi: ale kiedy Ty masz na to czas, ja to bym może i też coś poczytała ale nie mam kiedy...to z kolei mnie to dziwi bo to nie jest kwestia czasu a priorytetów. Np. moje dzieci poza okresem noworodkowym (w zasadzie to poza może jakimiś dwoma tygodniami po urodzeniu) i poza białymi bluzkami na przedszkolne akademie nie miały nigdy wyprasowanego żadnego ubranka. Żadnej bluzki, sukienki, spódniczki. Mąż jak chce mieć uprasowane to musi sam. No i pewnie znalazłoby się gros matek dla których byłoby to nie do przyjęcia. A dla mnie jest. I ile czasu więcej...Okna w mieszkaniu myję 3 razy w roku: na wiosnę, w lecie i przed świętami Bożego Narodzenia ale wtedy mocno powierzchownie bo zimno. I ile czasu mam zaoszczędzonego. I takich rzeczy pewnie jeszcze z tuzin by się znalazło. Poza tym już jakiś czas temu postanowiłam sobie nie marnować czasu na rzeczy które trzeba, które się musi, które wypada. Robię tylko to co sama uważam za niezbędne, potrzebne, słuszne i właściwe, a staram się jak najwięcej tych które po prostu lubię. Bo jak nie teraz to kiedy?

A wracając do wątku o czytaniu. Ostatnio sporo fajnych książek przeszło przez moje ręce. I chyba zacznę wzorem dziewczyn recenzujących książki na blogach, robić spisy tego co czytam. Bo potem zapominam. Oczywiście wiele książek pamięta się zawsze (bo zrobiły tak wielkie pozytywne lub negatywne wrażenie), ale wiele takich które czyta się z przyjemnością jednak nie zostają w pamięci dłużej niż ta przyjemność trwa. I to wcale nie jest wadą takich książek a wręcz odwrotnie. A z ostatnich ulubionych książek wysuwają się na czoło ksiązki dwóch polskich pisarek- Małgorzaty Wardy (świetny "Środek lata") i Joanny Bator (Chmudarlię starałam się czytać w sposób limitowany żeby na dłużej wystarczyło ;), poza tym polscy reportażyści- Jacek Hugo -Bader (najnowsza książka czeka na mnie niecierpliwie na półce), Wojciech Tochmann, Mariusz Szczygieł. Często w ostatnim czasie trafiały też do mnie książki zahaczające mniej lub więcej o holocaust (np. Złodziejka książek polecona mi przez panią bibliotekarkę), dotyczące tematu Afganistanu (Hosseini, ale także Córka bajarza), książki o himalajskich wyprawach (Krakauer, Messner czy Czerwińska) i oczywiście kryminały z których najlepiej czyta mi się Mankella. Takie mini podsumowanie ostatniego czytelniczego półrocza bo otwieramy nowe. A Państwo czytują? ;-)

środa, 28 grudnia 2011
kicia i wspomnienia

Nasza Kicia coraz intensywniej eksploruje mieszkanie, umie wskoczyć już na szafkę i na biurko z komputerem, chowa się i znienacka skacze na niewidzialnego wroga, dzisiaj wywaliła sobie obie miski z wodą i jedzeniem, a już po chwili nie wiadomo jak była na kuchence. Pozwalam jej na wiele ale na szafkach kuchennych i stole nie chcę jej widzieć. Jej galop przez mieszkanie (mimo mięciutkich łapek całkiem głośno galopuje) jest najbardziej niespodziewany w momencie mojej nocnej wędrówki do łazienki. Jest ciemno, ja bez okularów i nagle coś wyskakuje prosto pod nogi. Myślę, że kiedyś albo ja złamię nogę jak mnie Melodia podetnie albo jej trzaśnie kręgosłup jak ją podeptam.Kotka uczestniczy także we wszystkich zabawach Dziewczyn, przypuszczam nie zawsze z własnej i nieprzymuszonej woli. Dzisiaj np. była gościem - Dziewczyny bawiły się w Święta (a w Święta ważni są goście), urządzały też świąteczny obiad (ewentualnie wigilię) i składały sobie życzenia, życzenia dla gościa brzmiały tak: dużo radości i zabawy i żebyś był zdrowy, i żebyś codziennie robił kupki...

A Święta minęły mało tradycyjnie jak u nas, głównie na obżarstwie i telewizji. A przecież Święta u mnie w rodzinie najczęściej mijały na wyjazdach w góry...teraz to już nie sztuka bo mnóstwo pensjonatów i hoteli oferuje full wypaśne Święta z wigilią, Mikołajem i kuligiem. A lata temu jak próbowaliśmy zarezerwować jakieś noclegi na Święta zawsze w głosie właścicieli brzmiała nuta zdumienie - to tak na wigilię też już chcecie? A my jechaliśmy czasem nawet przed wigilią jeszcze, wioząc ze sobą zrobione w domu prawie wszystkie wigilijne potrawy, które potem odgrzewało się w pensjonatowej kuchni. Oczywiście najwspanialej było jak zima dopisała bo wyjazdy w pogodę podobną do obecnej zawsze trochę rozczarowywały. Ale teraz jest co wspominać- a w Ustrzykach to było to, a w Suchej Dolinie tak, a w Szczawnicy pamiętacie jaki był straszny mróz, a w Rytrze to znowu całkiem wiosna była...A teraz w 2011 co? Lenistwo, tvn24, narty zakurzone w piwnicy, jedynie spacer po Rynku i wystawa szopek trochę nas rozruszała.

 

piątek, 23 grudnia 2011
wesołych świąt

i duuuuużo spokoju, sobie i Wam życzę.

poniedziałek, 19 grudnia 2011
prace ręczne i kot

Jako że Panny rozkaszlały się przedświątecznie weekend spędziliśmy w domu. Ale był on bardzo pracowity. Zrobiłyśmy kartki bożonarodzeniowe na konkurs do przedszkola. Upiekłysmy aniołki z masy solnej i pomalowałysmy farbami. Zrobiłyśmy poszczególnne elementy do łańcucha na choinkę (ale jeszcze nie są połączone w całość). We wszystkim pomagała nam albo i przeszkadzała Kicia. Najbardziej przeszkadza w zamiataniu (miotła to straszny wróg) i w myciu naczyń (wspina się wtedy po nodze czepiając pazurkami bo koniecznie chce zobaczyć co też dzieje się tam gdzie jej wzrok nie sięga). Chciałam zrobić kici jakieś ładne zdjęcie ale nie potrafię. Albo widać na zrobionych przeze mnie zdjęciach samego wąsa, albo sam ogon, albo rozmazany brzuch. Muszę poczekać aż zaśnie. W sobotę mieliśmy też półgodzinną akcję pod tytułem: gdzie zginął kot? Nie było jej ani w łóżku (żadnym) ani pod łóżkami, ani pod szafkami, ani w pralce ani w ogóle nigdzie. Odnalazła się w środku zwiniętej karimaty leżącej na półce w garderobie. No dobra a teraz żeby nie było że bajki opowiadam dokumentacja fotograficzna.

poniedziałek, 12 grudnia 2011
działo się

Niedziela była bogata w wydarzenia. Przed południem pierwszy raz zabraliśmy Panny na łyżwy. Początkowo były małe fochy bo w wypożyczalni łyżwy w odpowiednich rozmiarach były jedynie w kolorze czarnym. Na szczęście udało nam się przekonać Panny że na czarnych nauka jest tak samo przyjemna jak na białych. Dziewczynom szło nieźle czytaj: stały pionowo, poruszały się nie za szybko do przodu i zaliczyły tylko po 2-3 pacnięcia tyłkiem na lód. Trochę gorzej szło Tatinkowi który jak ściśle wyliczyliśmy jeździł na łyżwych ostatni raz 30 lat temu. No, jedynie maminka była gwiazdą na lodzie czytaj: jechała do przodu i robiła nawet przeplatankę.

Wieczorem natomiast przybył do nas nowy domownik, a w zasadzie nowa domownica. Jest popielata, jest kotką, ma dwa miesiące i trochę (jest Wagą) i ma na imię (na razie bo to wciąż ulega zmianie) Melody (Melodia  wersji prostszej). Nie, to nie ja jestem autorką imienia. Na razie przyzwyczajamy się do siebie. Co w moim przypadku wyglądało tak, że całą noc prawie nie spałam nasłuchując gdzie jest kot, co robi i w ogóle. Ogólnie jest fajnie :)

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 33
| < Styczeń 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Locations of visitors to this page