Blog > Komentarze do wpisu
nostalgia

Zakurzył się blog zakurzył, trzeba by naprawdę porządną Panią do sprzątania zatrudnić, żeby dała sobie radę z tym kurzem...(bo ja jednak wychodzę z założenia, że w życiu są ciekawsze rzeczy do robienia niż sprzątanie).

Czasem mi tęskni się trochę za pisaniem. I nawet dałam sobie upust wewnętrznej chęci pisania tworząc dwa teksty na stronę "Dziecko w podróży", na temat Karyntii i Holandii.

I oczywiście nie rezygnuję z pisania naukowych publikacji, ale to męka a nie przyjemność. Właśnie morduję się z odpowiedzią do recenzenta (czwartego z kolei!) kolejnej ważnej dla mnie publikacji. Sama recenzje też pisuję i choć zazwyczaj jestem w miarę przyjazna to w piątek zjechałam jednego Pana od góry do dołu. No ale naprawdę to co napisał to było dno. W każdym razie użyłam nawet mojego nowego angielskiego słówka sloppy ;-) Na angielski już nie chodzę od lat chyba ze czterech lub pięciu i mam wrażenie, że znowu cała moja mizerna znajomość zanikła.  Seriali po angielsku też już nie łapię :( No ale może to dlatego, że ostatnio pałam miłością do "Mostu nad Sundem" i tam nie mam prawa nic rozumieć bez lektora więc czuję się mniej zdołowana.

Co skłoniło mnie do zajrzenia na bloga? No właśnie to co w tytule- nostalgia. Taki ten tydzień miałam zerkający w przeszłość, zaczęło się od T2. Umówiłam się ze znajomymi do kina i w pracy na przerwie śniadaniowej mówię dziewczynom, że idę na T2 (no bo wiecie my na przerwie nie obgadujemy współpracowników tylko literatura, kino teatr ;-). A one tak patrzą na mnie bezrozumnym wzrokiem. No więc mówię wyjaśniająco, że na drugą część Trainspotting, przecież na pewno znacie, taki kultowy film z 96 roku... A one na to, że w 96 to chodziły do podstawówki i do kina na bajki. O żesz, k... to się poczułam jak dinozaur. A film zły nie był ale jak ktoś nie miał sentymentalnych wspomnień z T1 to raczej go nie ma po co się do kina wybierać. A pod koniec tygodnia zafundowałam sobie drugą sentymentalną wycieczkę do roku 96. Właśnie lata 1995-2002 to czas mojego namiętnego słuchania Kasprzyckiego i innych mu pokrewnych śpiewograjków i nie tylko (co nie znaczy, że dalej nie słucham, ale wtedy intensywność chodzenia na koncerty miałam najwyższą). No i wybrałam się na Kasprzyckiego do osiedlowego klubu kultury (fajne klimaty) i poczułam jakbym znowu siedziała w JazzRock Cafe albo w Kryjówce na Sławkowskiej. Ciasno, duszno, chłopaki grają, wygłupiają się...Chociaż chłopaki to już starsi panowie, jakby bliżej 50 niż 30, budowa ciała jakby bardziej atletyczna ;-), ale co tam, dowcip ten sam, gitarki brzmią dobrze, Adaś dalej pięknie bębny głaszcze choć jego burza włosów to tylko wspomnienie...Publika w wieku od 20 do 60, piosenki znają i śpiewają, no miło naprawdę. Tylko łezka się w oku kręci, że jednak świat gna do przodu niepokojąco szybko.

To może w następnym wpisie coś o młodszym pokoleniu będzie?

sobota, 11 marca 2017, agiq

Polecane wpisy

  • dziś śpiewam tak

    Co u Ciebie nowego? - tyle lat cię nie widziałem ... Kiedy to ostatni raz? - nawet nie zapamiętałem ... Dokąd jechał ten pociąg, którym jechać miałeś? Wsiadłeś

  • truskawki

    Najpiękniejsze miesiące w roku- truskawkowe. W sumie to czerwiec mógłby się nazywać Truskawiec albo Jagodziec albo jakoś tak. Jem na kilogramy nawet jak trzeba

  • lato, lato

    Siedzę na balkonie. Delektuję się piwem, czipsami paprykowymi i pierdółkami w internecie. Ciepło, przyjemnie. Tylko dlaczego wszędzie warczą kosiarki!!!!! Trawa

Locations of visitors to this page